niedziela, 31 lipca 2016

Przybornik majsterkowicza

Witam, to znów ja!

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem umiejętności "nakręć drut tak, żeby się grzał". I to działa. A przynajmniej działało, bo, jak już mówiłem, Lemo 2 to upierdliwy parownik, dzięki któremu rzuciłem to w cholerę i przeszedłem na "kupnogrzałkowego" Smoka. Postanowiłem jednak do tego wrócić z prostego powodu: lubię mieć kontrolę nad tym, co się dzieje, ponadto dyrektywa tytoniowa mająca na celu utrudnić szczęśliwym byłym palaczom analogów życie w spokoju zbliża się wielkimi krokami.


Co idzie za kręceniem grzałek? Odpowiedni sprzęt. Pomijając już sam parownik z możliwością zbudowania własnej grzałki, przydałoby się coś, by móc to nawinąć i kontrolować. Oczywiście można budować grzałki na pałę, każda zadziała lepiej albo gorzej jeżeli chociaż wie się, jak wygląda grzałka, jednak nie do tego tutaj zmierzamy. Co by się więc przydało?




Przede wszystkim drut. Jaki drut? Najbardziej popularne to Kanthal A1 oraz Kanthal D. Każdy oczywiście w różnych grubościach. Czym się różnią? Kanthal A1 jest droższy od wersji D. Niby dużo droższy, ale nadal są to "groszowe" sprawy (chyba że kogoś bolą 3 złote wydane na wystarczająco długi kawałek drutu). Po drugie, w dużym skrócie, można powiedzieć, że A1 jest wyższej jakości od D. A1 ma większą oporność niż D. Tak na dobrą sprawę osoby doświadczone same dobiorą sobie drut, a mniej doświadczonym w zasadzie wszystko jedno. Są jeszcze druty niklowe, tytanowe oraz ze stali nierdzewnej, ale o nich przy okazji omawiania kontroli temperatury. Jaki drut dobrać? O tym w następnym poście, przy opisie kalkulatora grzałek.

Przydałoby się na coś nawinąć. Mnóstwo osób nawija na przykład na śrubokręty. Fajna opcja, tylko trzeba znaleźć śrubokręt z na tyle małą główką, żeby przeszła przez nią grzałka (czyli z mniejszą, niż pręt, do którego owa główka jest przyczepiona). Poza tym trzeba dokładnie pomierzyć, jaką ma szerokość (bo nie robimy tego "na pałę", gdybyśmy robili to "na pałę" to równie dobrze można by kręcić na wykałaczce). Szkoda zachodu moim zdaniem.
Jeżeli ktoś jest przy kasie, to za +-40zł można nabyć sobie coiler:
Tu zasada jest banalnie prosta. Dobieramy odpowiednią szerokość, patrzymy na rozmiar drutu którym kręcimy, dopasowujemy nakrętkę, nakładamy, kręcimy, koniec, jest microcoil (microcoil - grzałka bez przerw między zwojami). Fajnie? Fajnie. 40zł? 40zł. Czy dałbym za to 40zł? Pewnie tak, ale jestem biednym przyszłym studentem a cała wypłata poszła na IPV.
Pozostaje więc opcja, którą ostatnio zrealizowałem. Co prawda kasjerka w Praktikerze patrzała na mnie jak na idiotę, gdy podszedłem do niej mówiąc "dzień dobry, chciałbym kupić TEN gwóźdź", ale kupiłem. Koniec końców zaopatrzyłem się w dwa gwoździe o średnicach 2 oraz 2,5mm. Dla mnie w zupełności wystarczająco, ale jestem przekonany, że w ofercie są i grubsze, i cieńsze, wystarczy poszukać. Koszt całej operacji to 4 grosze. Są delikatnie niewygodne do trzymania, ale mam zamiar je delikatnie przerobić (czy raczej dorobić rączkę), tak, żeby było "alles klar". Jak się na nich nawija? Może w ten sposób: miałem na celu nawinąć sobie najprostszą grzałkę 0,6 ohma do Lemonka. Wyszło 0,61. Więc efekt jest co najmniej zadowalający. Co prawda końcówka jednego z gwoździ nie jest do końca równa i upierdliwie zahacza o drut, ale nie jest to nic groźnego, naprawić to można choćby papierem ściernym.

Ponadto fajnie jest się wyposażyć w takie małe cążki do drutu:
Drut trzeba docinać, podcinać, obcinać, i tak dalej, i tak dalej. Zwykłymi kombinerkami jest niewygodnie, bo są duże i nieporęczne jak na gmeranie przy bazie do grzałek. Wszelkie obcinacze do paznokci zwyczajnie się stępią. Absolutnie polecam kupno takich cążek, bez nich się da (pierdolca dostać), ale z nimi dużo wygodniej. Mam na myśli naprawdę DUŻO wygodniej.

Śrubokręt. Najlepiej taki z wymiennymi końcówkami, żeby nie tachać 20. Do każdego (chyba) parownika dodają śrubokręty pod gwinty śrub w bazie, ale zawsze lepiej mieć zapas. Plus mogą się przydać do czegokolwiek innego. Ja noszę taki ze sobą, ale bezpiecznie się czuję, nosząc mimo wszystko ten z zestawu. Koniec końców jestem obwieszony toną niepotrzebnego żelastwa, ale na czarną godzinę się przyda.

Z niezbędnych rzeczy pozostaje wata, którą uważam za najłatwiejszą do ułożenia. Można bawić się w sznurek (ale ciężko dorwać sznurkowca), można bawić się w siatkę mesh (ale tam jest wyjątkowo dużo pie*dolenia), mi osobiście na wacie pracuje się najlepiej. Płatki muji nie kosztują wiele, a zapas 5 takich płatków kosztuje (przynajmniej u mnie) ok. 15zł i starcza na długo. Warto mieć zapas, ale naprawdę jedna taka paczka dla osoby wymieniającej grzałkę raz na jakiś czas, a nie dwa razy w tygodniu, spokojnie wystarczy. Analogicznie przydają się nożyczki, ale po odrobinie praktyki można doskonale poradzić sobie bez nich.

Z rzeczy, które mogą się przydać, ale nie są niezbędne:
Kombinereczki (nie mam pojęcia, jak to nazwać) - są fajne, bo wygodnie można nimi operować grzałką, dociskać ją, zakładać w upierdliwych parownikach bez stresu.
Pęsety - mogą się przydać do układania waty. Do tej pory jeszcze ich nie użyłem, co doskonale świadczy o ich zbędności :)


Pozostaje jeszcze jedna kwestia - miernik oporności. Nie jest niezbędny, jeżeli macie moda elektronicznego - na nich zazwyczaj pisze, jaką oporność ma zainstalowana grzałka. Jest natomiast absolutnie niezbędny przy podłączaniu atomizera do moda mechanicznego - zbyt niska oporność w stosunku do używanego akumulatora może spowodować szereg przykrych konsekwencji. Ja takowy posiadam z tego względu, że jest dokładniejszy, niż choćby już sędziwy iStick. Dobrze jest wiedzieć, co ma się w łapie ;)


I to by było na tyle z rzeczy najpotrzebniejszych w kierunku kręcenia grzałek. Dużo? Niekoniecznie. Wygodnie i prosto? Na pewno. Co do samego kręcenia - do tego przejdziemy niebawem.

Kompletujcie sprzęt, widzimy się już wkrótce :)

piątek, 29 lipca 2016

Dobry wieczór!

Kłaniam się nisko, jestem Syrus.

Jaki jest powód założenia bloga? Jestem pasjonatem e-palenia, wapowania, sprzętu do tego stworzonego i zwyczajnie jaram się tym, a moi bliscy mają już dość trucia d*py w tym temacie. Ponadto chciałbym znaleźć motywację do działania, żeby zająć się bardziej moim sprzętem, a dzięki temu, że mogę opisywać tutaj co robię, zbierać przydatne rady i tak dalej, to najdzie mnie pewnie i ambicja.

Obecnie w planach nauczenie się kręcić porządne (naprawdę PORZĄDNE) grzałki, dopieszczenie świeżo nabytego używanego Nemesisa i krótki opis tego, co posiadam. Wszystko na dobrej drodze? Jak najbardziej, teraz potrzebuję tylko motywacji.

Obecnie jestem szczęśliwym nabywcą (chronologicznie) jakiejś tam chińskiej tuby a'la Vamo z uszkodzonym gwintem, Nautilusa, iSticka 50W, Lemo 2, zestawu Smoktech Stick One Plus, ostatnio dotarł Nemesis, w drodze IPV4S a przede mną ciężki dylemat: Heracles RTA lub IJOY Limitless Plus, gdzie ostatnio skłaniam się ku temu drugiemu.

Obecnie pykam sobie liquidy 3mg/ml oraz 0mg/ml. Naszła mnie faza na zdrowie, moje ciśnienie jest mi niesamowicie wdzięczne. Paliłem w szczytowym momencie 2 paczki czerwonych papierosów dziennie, to nie było ani trochę zdrowe. Od tegorocznej Wielkanocy już wyłącznie wapuję (do czego motywacją było kupno ww. Smoka). Jestem szczęśliwy z tego powodu i chcę przelać to szczęście na innych :)

I na tym zakończę na dziś, dodam tylko: Lemo to świetny, a przy okazji wybitnie wybredny parownik. Trzeba mieć do niego cierpliwość. Ja nie mam, wracam do Smoka, jutro będę kombinować :)

Pozdrawiam!